18.gif
strona główna
przydatne w podróży
ambasady polskie
ambasady zagraniczne
ubezpieczenia turystyczne
rozmaitości
tapety
przyjaciele torre.pl
kalkulator walutowy
1 EUR=5.092 Argentine Peso (ARS)
1 EUR=1.407 Australian Dollar (AUD)
1 EUR=5,455.432 Cambodia Riel (KHR)
1 EUR=95.051 Nepalese Rupee (NPR)
1 EUR=3.221 Samoa Tala (WST)
sprawdź kursy walut »
prognoza pogody
Southern Baltic, Poland
Temperatura: 10°C
Temp. wiatru: 10°C
Wilgotność: 90%
Prędkość: calm km/h
Kierunek:
Ciśnienie: 1023.7 mb
CALM
zobacz inne prognozy »
relacja  |  mapa
relacja PDF Drukuj E-mail


Dookola Nowej Zelandii

Piotr Walas


„Swiat jest jak ksiega, kto nie podrózuje, czyta tylko jedna strone”
                                                                                                     Sw. Augustyn 

Jak dotrzec do Nowej Zelandii? 
 

Jedyny znany mi racjonalny sposób dotarcia do Nowej Zelandii to samolot. Lot w ten rejon trwa nie mniej niz 24 godziny, nie wliczajac w to postojów na lotniskach. Moim zdaniem warto jest zastanowic sie, jaka linia lotnicza i jaka trasa polecimy. Przy okazji tak dlugiej trasy warto zatrzymac sie po drodze, w co ciekawszych miejscach. Linie lotnicze z reguly oferuja nam darmowe lub platne stopovery, (za stopover uwaza sie przerwe w podrózy trwajaca wiecej niz 24 godziny). Jesli zdecydujemy sie leciec w kierunku wschodnim mozemy zatrzymac sie w jednej z wielu metropolii Azji i/lub dodatkowo w Australii. Wybierajac kierunek zachodni jedna z bardziej interesujacych ofert bedzie lot przez Japonie lub USA i wyspy poludniowego Pacyfiku (np. Samoa, Polinezje Francuska lub Fidzi). Ciekawa mozliwosci daje nam roczny bilet RTW (Round The World). Tutaj planujemy trase dookola swiata z calym szeregiem postojów. Przy ukladaniu trasy nalezy pamietac o wymogu podrózowania w jednym kierunku – z zachodu na wschód lub ze wschodu na zachód. Backtracking (tzw. cofanie sie), jesli jest mozliwe to raczej w obrebie jednego kontynentu. Daty przelotów mozna modyfikowac dowolnie jednak za modyfikacje trasy trzeba dodatkowo zaplacic w zaleznosci od linii 50–100 euro. Ja osobiscie zdecydowalem sie kupic bilet na trasie Gdansk – Frankfurt – Hong-Kong – Auckland i z powrotem ta sama trasa. Z Gdanska do Frankfurtu lecialem Lotem, pózniej juz tylko Cathay Pacific. Koszt pólrocznego biletu z jednym darmowym stopoverem w Hong-Kongu i darmowa, pierwsza zmiana daty powrotu to 1250 euro wraz z podatkami i kosztami lotniskowymi. 
 

Wazne przed podróza


Najlepszy czas na odwiedzenie Nowej Zelandii to okres od listopada do kwietnia. Wtedy bajecznie latwo podrózuje sie po kraju.
Wizy turystyczne dla obywateli polskich zostaly zniesione 1 kwietnia 2005 roku.
Nie ma koniecznosci stosowania szczepien ochronnych.
Polskie prawo jazdy jest honorowane i uznawane jako tzw. full drive license.
Zalecany wedlug mnie krem z filtrem 30.
Waluta to dolar nowozelandzki 1 NZD = 2,15 PLN (zródlo:
http://www.xe.com/pca/). Przed wylotem z Nowej Zelandii placimy podatek lotniskowy w wysokosci 25 NZD nie uwzgledniony w cenie biletu.
Obowiazuje zakaz wwozu jakiejkolwiek swiezej zywnosci i nasion. Nalezy pamietac, aby obuwie, które tam zabieramy winno byc bardzo czyste, bez jakichkolwiek sladów gleby, czastek roslin itp.
Obowiazuje ruch lewostronny.
Jesli nie ma wyraznego zakazu, biwakowac mozna wszedzie, no oczywiscie w granicach zdrowego rozsadku. Najtansze pola biwakowe to te nalezace do
Department of Coservation (DOC), ceny zaczynaja sie od 5 NZD/doba. Ceny w schroniskach tzw. Backpackers zaczynaja sie od 19 NZD/doba.


Milford Sound
fot. Piotr Walas

Poczatek mojej podrózy  

Podróz do Nowej Zelandii rozpoczalem 29 listopada 2004 roku. Nastrój tego poranka mialem bardzo nieciekawy. Za bardzo zestresowalem sie podróza, co do mnie bylo nie podobne. Zoladek skurczyl mi sie ze strachu. Czulem, ze jeszcze nie jestem gotowy wyruszyc. Czulem jakbym musial zalatwic tu jeszcze kilka spraw chcac to wszystko przelozyc na jutro. Wiedzialem, ze nie jade w nieznane. Przede mna byl czas, który bedzie przynosic coraz to nowe wydarzenia. Byla to niewiadoma, która stanowila nieprawdopodobna pokuse. Nowa Zelandia byla dla mnie pomyslem, który teraz wlasnie sie urzeczywistnial. Tego dnia o godzinie 8:00 wystartowalem z Gdanska do Frankfurtu, gdzie przesiadlem sie do jumbo-jeta i wylecialem do Hong-Kongu. Wlasnie tam, w drodze na antypody zdecydowalem sie zrobic stopover. Lecac w kierunku Nowej Zelandii spedzilem w azjatyckiej metropolii jedna noc. Tam zakwaterowalem sie w Mirador Mansions (58 Nathan Road, Tsim Sha Tsui), miejscu gdzie mozna znalezc bodajze najtanszy nocleg w Hong Kongu (200 HKD/doba = 80 PLN). Przemierzylem tego dnia zatloczone ulice Kowloon i odwiedzilem Hong-Kong Park. Tu obudzony przez policjantke zorientowalem sie, ze przysnalem na godzinke. Nazajutrz przed wylotem poplynalem promem linii Star Ferry na Hong-Kong Island. Miejsce to jest wizytówka Hong-Kongu, znajduja sie tu przedstawicielstwa globalnych koncernów, a po ulicach kursuja stylowe, stare, dwupietrowe tramwaje. Mnie Hong-Kong z poczatku troche przytloczyl ogromna liczba ludzi, przemierzajacych noca ulice, doslownie rzeki ludzi. Wieczorem juz lecialem do Nowej Zelandii. Miekkie ladowanie w Auckland. Po skrupulatnej kontroli na granicy wraz z wnikliwym zbadaniem czystosci moich butów trekingowych, udalem sie do Browns Bay, dzielnicy pólnocnej czesci miasta, zwanej North Shore. Tam zamieszkalem z nowozelandzka rodzina nalezaca do Servas. Mieszkajac w Auckland pojechalem w miedzyczasie do innej rodziny servasowskiej w Whangaparaoa (20 km na pólnoc od Auckland). Tu mialem przyjemnosc plywac jachtem po Zatoce Hauraki zawijajac na kilka godzin na Kawau Island. Po spedzeniu u nich dwóch nocy zostalem odwieziony do rodziny w Browns Bay, u której spedzilem kolejne dwie noce. 
 

Servas
 

Jest to miedzynarodowa organizacja skupiajaca ludzi podrózujacych oraz osoby chcace ich goscic. Idea Servas jest propagowanie tolerancji, wzajemnego zrozumienia i zacierania uprzedzen poprzez kontakty miedzyludzkie. Poznawanie sie niezaleznie od narodowosci, karnacji skóry czy religii. Jedna z glównych zasad Servas jest spedzenie u odwiedzanych rodzin koniecznie dwóch nocy. W czasie takiego pobytu powinno sie zaproponowac swoja pomoc w codziennych zajeciach. Ewentualne przedluzenie czasu pobytu nalezy ustalic osobiscie, zalezy bowiem to w glównej mierze od tego jak zzyjemy sie z dana rodzina. Aby przystapic do organizacji Servas konieczne sa dwie pisemne rekomendacje osób cieszacych sie powszechnym szacunkiem i przedstawieniu ich regionalnemu koordynatorowi. Mi udalo sie uzyskac rekomendacje redaktora „Poznaj Swiat” oraz pracownika katedry geografii ekonomicznej Uniwersytetu Gdanskiego. W sumie goscilem u trzech rodzin servasowskich, oprócz juz wspomnianych, nocowalem jeszcze na Wyspie Poludniowej w Nelson. 
 

Stopem przez Northland      8.XII. 2004 – 15.XII.2004
 

Spedziwszy u Sue i Brucea w sumie trzy noce wyruszylem stopem na pólnoc. Po sniadaniu Sue odwiozla mnie w poblize drogi wylotowej. W pierwszy dzien stopowania dojechalem bardzo kreta droga, prowadzaca przez gesty busz do Paihia. Noc spedzilem w namiocie na jednym z pól biwakowych nieopodal miasteczka. Miejscowosc typowo turystyczna, skojarzyla mi sie z „nasza” Jurata. Rankiem po spakowaniu manatków, oczywiscie stopem wyruszylem dalej na pólnoc. Dojechalem do Whatuwhiwhi na Pólwyspie Karikari. Tam przenocowalem na ladnie polozonym polu biwakowym. Rankiem skladajac namiot, sadzac, ze zaraz stane na drodze i zaczne lapac stopa uslyszalem pytanie, czy zmierzam na Pólwysep Reinga. Pytanie zadala mi mila Irlandka, która ze swoim chlopakiem Jamesem akurat zaczela podróz po Nowej Zelandii. Zaproponowali mi wspólna podróz na przyladek, gdzie dojechalismy po dwóch godzinach. Jest to piekne miejsce, gdzie jak na dloni widac stykajacy sie Pacyfik z Morzem Tasmana. Niesamowity widok jak masy wód tych akwenów napierajac na siebie, tworza widowisko plynacych w przeciwnych kierunkach fal. Tej nocy biwakowalismy nad Spirits Bay, na jednym z pól biwakowych nalezacych do Department of Conservation. Totalne odludzie. Polana, na której rozbilismy namioty jest wielka i otoczona wzgórzami nalezacymi do Maorysów. Miejsce to po prostu jest piekne i polecam je kazdemu, kto zamierza odwiedzic Nowa Zelandie. Tego dnia pierwszy raz kapalem sie w Pacyfiku. Cudownie, ale woda zimna. Wieczorem wspólna kolacja, rozmowy i do namiotu. Na nastepny dzien znowu kapiel w oceanie, skladanie namiotów i jedziemy. Po jakims czasie skrecamy na 90 Mile Beach i jedziemy po plazy. Na koniec sie zakopujemy, na szczescie pomoc przychodzi szybko. Dalej zatrzymujemy sie w Kaitaia. Tam robimy zakupy i wskakujemy do kawiarni internetowej. Zmierzamy na zachodnie wybrzeze Northlandu. Zatrzymujac sie na moment w Northen Forest Park dojezdzamy do Opononi. Jest tu dostep do lazienki, kuchni i pieknych widoków. Stad pojechalismy do Waipoua Kauri Forest, lasu, w którym rosna jedne z najstarszych drzew na swiecie, liczacych nawet po 5 tysiecy lat. Kolejnego dnia duzo czasu spedzilismy w samochodzie. Bylo juz pózno jak dojechalismy do Tinopaj, lezacego nad brzegiem malej zatoki. W ostatni dzien objazdówki zajechalismy do Omaha i Leigh lezacych nad Omaha Bay. Stad na nocleg pojechalismy do rodzinnego domu Becki w Orewa. Tam z Jamesem w ogrodzie zbudowalem swiateczna szopke i porozkladalem na krzakach swiateczne swiatelka. Na nastepny dzien odwiezli mnie za Auckland, gdzie zaczalem stopowac do Hastings, oni natomiast pojechali na Pólwysep Coromandel. Pierwszy samochód zlapalem po 30 minutach, który podwiózl mnie kilka kilometrów. Tam czekalem kolejne 2 godziny na nastepny. Póznym wieczorem dojechalem do Taupo. Pewien Szkot, który mnie tam podwiózl, zalatwil mi na przyhotelowym trawniku darmowe miejsce na rozlozenie namiotu. Rano zaczalem sie skladac. Po sniadaniu i kawie poszedlem na droge wylotowa. Zlapalem stopa az do Napier. Po dwóch kolejnych dojechalem az pod sam hostel The Rotten Apple, który prowadzony byl przez sympatyczna Polke Beate i jej meza Jamesa. Nigdy jakos specjalnie za granica nie szukam kontaktu z rodakami, jednak teraz, mysl, ze bede mógl porozmawiac z kims w ojczystym jezyku sprawila mi wielka przyjemnosc.

      Jezioro Tuapo
      fot. Piotr Walas
W Hastings      15.XII.2004 – 2.I.2004 

Na poczatku maly rekonesans miasta, które same w sobie jest dosyc nudne i monotonne. Jednak w okolicy sa ciekawe miejsca warte zobaczenia. To lezace nieopodal Napier, Te Mata Peak (punkt widokowy na Hastings, Zatoke Hawke i pobliskie góry), popularna plaza Ocean Beach, Waimarama i Przyladek Kidnappers. W hostelu mieszanka narodowosciowa. Co mnie zaskoczylo to jedna z liczniejszych tam narodowosci byli Czesi. Juz drugiego dnia mialem isc do pracy, jednak nic z tego nie wyszlo. Na weekend stopem pojechalem odwiedzic polska rodzine w Upper Hutt, mieszkajaca w Nowej Zelandii przeszlo 20 lat. Oczywiscie stopem wrócilem do Hastings i kolejnego dnia popracowalem sobie w polu przy sadzonkach winorosli. Nastepnego dnia zrywalem fasolke szparagowa, zajecie lekkie, ale malo oplacalne. Do wigilii nie robilem nic szczególnego. W wigilie zas przy dlugim stole zastawionym samodzielnie przygotowanymi potrawami zasiedli wszyscy mieszkancy schroniska. Poniewaz we wszystkich pracach sezonowych trwala swiateczna przerwa postanowilem ten czas wykorzystac na kontynuowanie mojej podrózy. Nie czujac ochoty na stopowanie powzialem decyzje o kupnie samochodu. I oto po kilku dniach nabylem Subaru Leone z roku 1987. Zaplacilem za niego, 700 NZD co w przeliczeniu daje jakies 1500 PLN. Zarejestrowanie samochodu w Nowej Zelandii jest banalnie latwe. Nie ma stania w kolejkach w jakims urzedzie drogowym, wyrabiania nowych dokumentów i tablic rejestracyjnych. Po prostu poszedlem z bylym wlascicielem na poczte gdzie zaplacil dokladnie 9,20 NZD, po czym otrzymalem druk, który stwierdzal, ze teraz ja jestem wlascicielem samochodu. Sam druk nosi adekwatna nazwe „Notice of Change of Ownership of Motor Vehicle – MR13B.” Na pierwsza przejazdzke nowym nabytkiem udalem sie do Ocean Beach i Waimarama. 
 

Samochodem po Wyspie Pólnocnej      2.II.2005 – 14.I.2005
 

 
W dzien, kiedy opuszczalem Hastings poznalem czeska pare, z która podrózowalem do 13 stycznia. Najpierw pojechalismy do Taupo, popularnego osrodka turystycznego w Nowej Zelandii lezacego nad jeziorem o tej samej nazwie. Namioty rozlozylismy tuz za miasteczkiem nad samym jeziorem. Aby nie nadwerezac naszych budzetów, rozbijalismy namioty w miejscach innych niz pola biwakowe, a sprawy prysznica i ugotowania obiadu zalatwialismy w tzw. Holiday Parks. Kolejnego dnia pojechalismy do Tongariro National Park. Niestety ze wzgledu na pózna pore, nie przeszlismy w calosci jednego z najbardziej znanych szlaków Nowej Zelandii – Tongariro Crossing. Nastepnego dnia weszlismy pod Mt. Ruapehu (2797 m), gdzie w srodku lata byla zima, a ludzie jezdzili na nartach. Wieczorem wrócilismy do Taupo gdzie przebiwakowalismy na przydroznym trawniku. Z rana wyruszylismy do Rotorua, po drodze zahaczajac o Moon Craters i Huka Falls. Moon Craters to miejsce gdzie spod ziemi wydostaja sie fumarole, tworzac niesamowite, doslownie kosmiczne widoki. Pierwszego dnia w Rotorua spedzilismy bodajze dwie godziny, jadac nastepnie nad Green Lake i Blue Lake. Kolejnego dnia w deszczowej pogodzie pojechalismy do miasta Tauranga i Mt. Maunganui nad Bay of Plenty. Miejsce bardzo turystyczne z pieknymi bialymi plazami, jednak w deszczowej aurze zdecydowalismy sie jechac dalej, az do Gisborne. Rano, moim oczom ukazalo sie, jedno z ladniejszych malych miast Nowej Zelandii. Wiekszosc dnia spedzilismy wlasciwie w miescie i na plazy, pod wieczór decydujac sie na nocna jazde na East Cape. Miejsce godne zobaczenia, takze ze wzgledu na mozliwosc ujrzenia pierwszych promieni slonecznych w nowym dniu na Ziemi. Po tym wszystkim, z noclegiem w okolicy Opotiki, juz w pieknej letniej pogodzie znowu zawitalismy w Mt. Maunganui. Tam spedzilismy urocze chwile, wchodzac na punkt widokowy, nastepnie zazywajac kapieli wodnych i slonecznych. Kolejny dzien to postój w Waihi, miejsca znanego w calej Nowej Zelandii ze wzgledu na jedna z wiekszych w swiecie odkrywkowych kopalni zlota. Nastepnie jedziemy bardzo kreta droga na Coromandel Peninsula, jednego z popularniejszych miejsc wypoczynkowych w kraju. Tu ciekawy postój zrobilismy w Hot Water Beach. Jest to plaza, na która przyjezdzajac lepiej jest wczesniej zaopatrzyc sie w lopate. Przyda nam sie, aby wykopac dól, polozyc sie w nim i poczekac chwilke az sie napelni goraca woda wyplywajaca tuz pod powierzchnia suchego piasku. Innym pieknym miejscem, które udalo sie nam zobaczyc to Cathedral Cove, które jest morskim parkiem narodowym.


Cathedral Cove
fot. Piotr Walas
 

Jest to unikatowe miejsce, które po prostu trzeba zobaczyc bedac na Pólwyspie Coromandel. Charakteryzuje sie ono miedzy innymi bajecznie wyrzezbiona linia brzegowa. Pod koniec dnia siedzielismy na ogromnych kawalkach skal, rozsianych na brzegu po prostu kontemplujac i chlonac piekno tego rejonu. Jadac zachodnim wybrzezem pólwyspu, zatrzymalismy sie jeszcze na moment w miescie Coromandel, a przenocowalismy w jednym z wielu Holiday Parks, kilometr od Thames. Kolejnego dnia droga numer 2 pojechalismy na pólnoc i mijajac Auckland skrecilismy do Waitakere Ranges, aby zatrzymac sie w Piha. Jest to jedna z bardziej ujmujacych i wartych zobaczenia plaz Nowej Zelandii. Rano, po sniadaniu poszlismy sie jeszcze przejsc, przedluzajac umykajace szybko chwile, delektujac sie atmosfera tego miejsca. W poludnie pojechalismy na lotnisko  w Auckland skad „moi” Czesi wylecieli do domu. Ja spedzilem wolny czas na tarasie widokowym obserwujac start ich samolotu. Nie majac najmniejszej ochoty na samotny nocny powrót do Hastings pojechalem do centrum Auckland. Wlóczac sie i obserwujac noca miasto, wrócilem do zaparkowanego nieopodal glównej ulicy samochodu, w którym spedzilem noc. Gdy obudzilem sie rano, zauwazylem zatkniety za wycieraczke mandat za niedozwolone parkowanie. Smiejac sie z tego, zaczalem powrót do miejsca skad rozpoczalem te niespelna dwu tygodniowa podróz.   

Po raz drugi w Hastings      14.I.2005 – 4.III.2005
 

Wrócilem w piatek i dowiedzialem sie, ze od poniedzialku bede mógl pracowac w pakowalni dyn. Zdecydowalem sie wlasnie tutaj szukac pracy, poniewaz jest to najwiekszy region rolniczy w kraju i o prace sezonowa jest nietrudno. Duzy wplyw na to, ze przybylem tu pracowac bylo poznanie jeszcze przed wyjazdem na internetowym forum Beaty, prowadzacej The Rotten Apple. Tu uzyskalem pomoc w zalatwieniu numeru identyfikacji podatkowej – IRD. Dane mojego paszportu i wypelniony odpowiedni druk zostaly przefaksowane do wlasciwego urzedu w Wellington. Samo nadanie IRD odbywa sie bez koniecznosci osobistego zjawiania sie w urzedzie i przedstawiania jakiegokolwiek zezwolenia na prace. Pozwolenie na prace i IRD to dwie inne sprawy. Jesli chce sie pracowac sezonowo w rolnictwie w Nowej Zelandii, nie trzeba zaprzatac sobie glowy zalatwianiem na te okolicznosc pozwolenia. Tam pracuja w glównej mierze ludzie, którzy podrózuja i nikt od nich nie wymaga zadnych zezwolen. Jest to ciezka praca, lecz jesli czlowiek nie boi sie fizycznie popracowac to mozna cos zarobic. W ostatni weekend pobytu w Hastings, wybralem sie z dwoma znajomymi z pakowalni do Taupo na tzw. Skydiving, czyli nic innego jak skok ze spadochronem. Jest to tutaj szalenie popularne. Bedac przyczepionym do instruktora oddalem skok z wysokosci 4 tys. metrów. Wrazenia doslownie zapierajace dech w piersiach. Jeszcze dodam kilka slów, jaki los spotkal mój samochód. Kilka dni po rozpoczeciu pracy pekla uszczelka pod glowica silnika. Sadzac, ze koszty naprawy w zakladzie przewyzsza wartosc samochodu poprosilem o pomoc pewnego Czecha, który mnie zapewnil, ze to naprawi za o wiele mniejsza cene. Jednak w dzien, w którym mialem juz zamiar wyjechac z Hastings do Wellington, dowiedzialem sie, ze naprawa nie zostala dobrze wykonana i w silniku pekl tlok. Szczesliwie jednak udalo mi sie sprzedac uszkodzony samochód w sklepie, który specjalizowal sie wlasnie sprzedaza czesci zamiennych.


      Widok z Mount Alferd
      fot. Piotr Walas
        
Stopem przez Poludniowa Wyspe      4.III.2005 – 24.III.2005 
 

Z Hastings kilkoma stopami dojechalem do Wellington, gdzie spedzilem noc w Base Backpackers. Jest to siec hosteli w Nowej Zelandii i Australii o bardzo dobrym wedlug mnie standardzie. W stolicy nie zagrzalem miejsca i juz nastepnego dnia poplynalem promem linii Bluebridge do Picton (45 NZD/os.). Stamtad stopem dojechalem do Nelson, do kolejnej rodziny servasowskiej. Czujac sie u nich bardzo nieswojo, wiedzialem, ze nie chce zostawac tu dluzej niz jedna noc. Co ciekawe, oni sami zaproponowali abym, jesli chce, nastepnego dnia jechal dalej. Nazajutrz z servasem pojechalem jeszcze na krótka wycieczke do Nelson Lakes National Park, po czym zostalem podwieziony do Kawatiri Junction. Stamtad dalej lapalem stopa. Zatrzymal sie Amerykanin, z którym najpierw pojechalem do Murchison, by wejsc na most zawieszony nad rzeka Buller oraz do Paparoa National Park, zobaczyc slynny skalisty brzeg  z angielska zwany Pancake Rocks. Przypomina on ksztaltem poukladane na siebie nalesniki. Na wieczór zatrzymalismy sie w zydowskim schronisku w Greymouth. Sama podróz do Greymouth dostarczyla nam niesamowitych wrazen. Jadac, po lewej stronie mijalismy bardzo gesty busz, po prawej zas wzburzone Morze Tasmana. Widzac taka scenerie zatrzymalismy sie na plazy, aby obserwowac ten zew natury z bliska. Kolejnego dnia w slonecznej pogodzie, jadac dalej na poludnie, do Fox Glacier zlapala mnie goraczka i ogromne zmeczenie. Spowodowalo to, ze przespalem jedne z piekniejszych widoków na Poludniowej Wyspie. W Fox Glacier mielismy zamiar wybrac sie ze zorganizowana wycieczka na lodowiec, lecz z powodu szybko pogarszajacej sie pogody, utknelismy w schronisku na prawie trzy dni. Oprócz zlej aury, moje samopoczucie bylo fatalne, w schronisku dwa dni doslownie przespalem. W trzeci dzien pobytu w Fox Glacier mój wspóltowarzysz podrózy postanowil zostac i czekac na lepsza pogode, ja natomiast bedac znuzony ta sytuacja, postanowilem jechac do Christchurch. Moje samopoczucie sie polepszylo, lecz gdy dojechalem na miejsce zaczelo sie ze mna dziac cos dziwnego. Totalne oslabienie organizmu i biegunka przez kolejnych piec dni. Sadze, ze spowodowane to bylo wypiciem nieswiezej wody, która lezala w samochodzie podczas pobytu w Fox Glacier. W takim stanie spedzilem dwie noce w Christchurch, a nastepnie w podobnym stanie dojechalem do Dunedin. Tutaj zostalem dwie noce w naprawde godnym polecania backpackerze On Top, posiadajacym duza sale bilardowa. Spedzilem tu dwa mile dni z ludzmi, których poznalem na miejscu. Moim dalszym celem byl Fiordland, jeden z bardziej dziewiczych rejonów Swiata. Wszystko szlo dobrze az do momentu, gdy dojechalem za Lumsden, gdzie znajduje sie skrzyzowanie dróg w kierunku Fiordlandu i Queenstown. Chcialem dojechac tego dnia do Te Anau, jednak zaden samochód nie chcial sie zatrzymac. Pomimo, ze zapadla juz noc, przy dobrze oswietlonym miejscu z nadzieja stalem jednak dalej. W koncu zatrzymal sie szkolny autobus, jadacy do Mosburn, miesciny, w której przenocowalem w jedynym tu hotelu. Kolejnego dnia juz bez klopotu dojechalem do Te Anau, skad chcialem sie udac na którys z górskich szlaków tzw. Great Walks. Niestety niedopisalo mi szczescie, wszystkie miejsca w górskich schroniskach tzw. Huts byly juz zarezerwowane. Postanowilem wtedy jechac dalej do Milford Sound. Udalo mi sie zlapac samochód dopiero po trzech godzinach stania. Brak mgly bedacej tu norma, dal mi szanse podziwiania scenerii zapierajacej dech w piersiach. Nocowalem w znajdujacym sie tu jedynym schronisku, polozonym w bajecznej scenerii doliny, otoczonej ze wszystkich stron pionowymi stokami gór. Jednak kolejnego dnia mgla uniemozliwila mi pójscie na szlak. Dalej udalem sie do Queenstown, miasta – kurortu, wyraznie rózniacego sie wygladem od innych malych miast Nowej Zelandii. 


Queenstown
fot. Piotr Walas
  

Spedziwszy tu trzy noce wszedlem na Ben Lenord skad rozposcieral sie widok na miasto, Jezioro Wakatipu i wszechobecne góry. Nastepnego dnia wybralem sie z moimi wspóllokatorami do Glenorchy, skad autobusem dostalem sie do miejsca, w którym zaczyna sie szlak na Mt. Alferd. Byla to, jak sie pózniej okazalo, samotna wycieczka. Nikogo tego dnia nie spotkalem na szlaku. Na szczycie przez pierwsza godzine mgla zaslaniala wszystko, pózniej jednak ukazala sie niesamowita panorama na góry i ujscie rzeki do wspomnianego juz jeziora. Stopem wrócilem do Queenstown. Pod wieczór w hostelu, jedzac na tarasie goraca kolacje, uslyszalem nagle polska mowe. Wprawilo mnie to w zdumienie. Do tego czasu nie spotkalem podrózujacych po Nowej Zelandii Polaków, a tu nagle taka niespodzianka. Byla to grupka czterech, szalenie milych, starszych osób, prowadzonych przez pilota wycieczki z biura podrózy MK Tramping. Mialem przyjemnosc kolejnego dnia pojechac z nimi na wycieczke do Arrowtown. Nastepna noc spedzilem juz w Wanaka. Stad nastepnego dnia, po obejsciu miasteczka wyruszylem do Mt. Cook, miejscowosci czysto turystycznej, polozonej w okolicy najwyzszej góry Nowej Zelandii o tej samej nazwie, mierzacej 3764 metrów. Jadac tam po prawej stronie mijalem Jezioro Pukaki o blado blekitnej barwie, a naprzeciw mnie, juz 30 kilometrów przed dotarciem na miejsce majaczyl szczyt Mt. Cook, inaczej tez zwany Mt. Aoraki. Pierwsza noc spedzilem 3 kilometry od wioski w domu ratowników, nastepna zas juz w miejscowym schronisku. Drugi dzien spedzilem na szlaku, a nastepnego popoludnia bylem juz w Christchurch. Ostatnich 250 kilometrów przejechalem jednym samochodem. Byl to jednoczesnie ostatni, najdluzszy i najciekawszy stop, jakim jechalem w Nowej Zelandii. Przez caly ten czas rozmawialem z kierowca, na rózne tematy. Uslyszalem miedzy innymi historie o Polakach, jakich on poznal w Australii w walcowni metali w latach siedemdziesiatych i o tym, jakimi niuansami rózni sie jezyk angielski w róznych czesciach Nowej Zelandii. W Christchurch spedzilem jedna noc w Base Backpackers i kolejnego dnia z Air New Zealand polecialem do Auckland. Tam jeszcze raz odwiedzilem moja pierwsza rodzine servasowska z Browns Bay. Wieczorem tego samego dnia pojechalem ostatnim autobusem na lotnisko. Wczesnie, bo juz o szóstej rano mialem check-in do Hong-Kongu. W ten oto wlasnie sposób, piszac ogólnie, spedzilem cztery miesiace w kraju, którego piekno tak naprawde docenilem pod sam koniec pobytu.  Jesli masz pytania, napisz do mnie: Piotr Walas  

newsletter

Subskrypcja newslettera
Wpisz swój e-mail




ciekawe relacje
z naszej fotogalerii
« wszystkie galerie
współpracujemy














Aktualnie jest 17 gości online