34.gif
strona główna
przydatne w podróży
ambasady polskie
ambasady zagraniczne
ubezpieczenia turystyczne
rozmaitości
tapety
przyjaciele torre.pl
kalkulator walutowy
1 EUR=651.299 Costa Rica Colon (CRC)
1 EUR=7.358 Egyptian Pound (EGP)
1 EUR=0.000 Ghanian Cedi (GHC)
1 EUR=7.874 Norwegian Krone (NOK)
1 EUR=9.344 Swaziland Lilageni (SZL)
sprawdź kursy walut »
prognoza pogody
Morobe, Papua New Guinea
Temperatura: 32°C
Temp. wiatru: 36°C
Wilgotność: 59%
Prędkość: 5 km/h
Kierunek: 360°
Ciśnienie: 1010.2 mb
N
zobacz inne prognozy »
[ strona główna ] arrow relacje arrow RPA-Namibia-Botswana-Zimbabwe WYPRAWA TORRE Z 2000
Dym, który grzmi  |  Delta Okavango  |  Zgrzytanie Szczęk Śmierci  |  Życie Africa Explorer  |  informacje praktyczne
Dym, który grzmi PDF Drukuj E-mail
Życie Africa Explorer 2000

DYM, KTÓRY GRZMI
© Zbigniew Sienkiewicz
Tekst ukazał się w dzienniku" Życie"


   
  Wodospady na rzece Zambezi, nazywane przez miejscowe plemiona, "Mosicatunga" czyli "dym, który grzmi", zostały odkryte i opisane przez misjonarza i podróżnika Davida Livingstona w 1856 roku.  Na cześć królowej brytyjskiej nazwał je Wodospadami Wiktorii - Victoria Falls. Są jedną z najbardziej ekscytujących fragmentów Afryki. Rozmiarami przytłaczają nawet Niagarę. Tysiące ton wód Zambezi spada w każdej sekundzie z szerokiej na 1700m bazaltowej półki, by 100 m niżej zakotłować się w wąskiej gardzieli. Spadająca, z wielkim hukiem, w głęboką i wąską szczelinę woda, wzbija słupy wodnego pyłu, mieniącego się w promieniach słońca wszystkimi barwami tęczy. Za wodospadem dolina rzeki zwęża się nawet do 40-60 m tworząc kanion o ścianach wysokich miejscami do 300 m. Przełomy, zakręty, nierówne dno, wielkie bazaltowe skały - dzięki nim kanion jest pełen progów i małych katarakt, zamieniających spokojnie dotąd płynącą rzekę w wodną kipiel. Tutaj odbywają się najsłynniejsze na świecie raftingi - spływy wzburzonymi nurtami górskich, z reguły, rzek.

     Do Afryki pojechaliśmy specjalnie po to, by móc przepłynąć najsłynniejszy wodny szlak - Mekkę rafterów z całego świata. .Przemierzając pustynną Namibię zbliżaliśmy się coraz bardziej, na mapie i w rozmowach, do ekscytującej przygody. Ten i ów z nas liznął pływania, nawet na górskich rzekach w Himalajach, lecz tak naprawdę nikt dokładnie nie wiedział co go może spotkać w Victoria Falls. Rzeczywistość miała przerosnąć najśmielsze nawet oczekiwania. Zapłaciwszy słoną dolarową daninę zyskaliśmy prawo do zaznania Przygody.

     Krótki sen i - Good morning - Alana wprowadziły nas o poranku w objęcia nieznanego. Jeep firmy raftingowej zabrał nas na miejsce zbiórki. Tego dnia chętnych do płynięcia zebrało się sporo -  około 50 osób. Zaczęło się od krótkiego, profesjonalnego i dowcipnego wykładu na temat zasad bezpieczeństwa. Erudycją błysnął Hippo vel Hipopotam  - miejscowy raftingowy guru. Każdy dostał kamizelkę ratunkową, kask i wiosło, niektórzy piankowe kombinezony i po kilkunastu minutach schodziliśmy po oślizłych drabinach na dół głębokiego kanionu. Wąwóz jawił się pięknym i tajemniczym, zachwycone głosy rozlegały się dookoła, jednak na wielu twarzach dawała się odczytać niepewność. Co nas tam może spotkać? Sternicy podali miejscowy zaśpiew - Kongoo...

     Pierwsze zetknięcie z wodą było nawet przyjemne. Krótki treningu - najpierw ćwiczenia w wiosłowaniu i wypełnianiu komend sternika, potem skoki do wody i wdrapywanie się do pontonu. Brr, woda miała około 10 stopni Celsjusza.
 
    Wyruszyliśmy. Pierwszy próg -  Morning Glory - Chwała Poranku. Pewni swych sił i umiejętności  wdarliśmy się w wodną kipiel. Zbyt pewni. Lekcja respektu dla natury była błyskawiczna.  Morning Glory otrzeźwił nas bardzo szybko - wszyscy wylądowaliśmy za burtą, budząc tym zdziwienie Chrisa - sternika - przecież nie było komendy wysiadać! Ledwie udało mi się uchwycić linę zwisającą u boku pontonu. Chris jednym pociągnięciem ręki wciągnął mnie do środka. Gorączkowo zaczęliśmy wyciągać pozostałych. Rzeka była dla nich bezlitosna. Iwona została wciągnięta w przewalające się przez próg masy wody, miotające nią przez dobrą chwilę. Grzesiek, Jacek, Piotrek i Małgorzata wyszli z wywrotki bez szwanku, aczkolwiek mocno przestraszeni. Niefortunny początek zniechęcił dziewczyny lecz cóż - przy pionowych ścianach kanionu wysiąść było niepodobna.

     Drugi próg - Stairway to Heaven - Schody do nieba był łaskawszy, a może płynęliśmy ostrożniej. Woda zatykała usta, nos. Fale przetaczały się przez ponton znów przemaczając nas do suchej nitki. Wytrwaliśmy - wszyscy pozostali w pontonie. Czwarty próg - Devil's Toilet - Diabelską toaletę - również udało się przepłynąć bez wywrotki. Piąty znów dał znać o sobie. Chris ryczał próbując przekrzyczeć fale - Wiosłować! Wiosłować! Machaliśmy wiosłami ze wszystkich sił napinając mięśnie do granic wytrzymałości. Na próżno. Fala rzuciła ponton na skałę. Błyskawicznie stanęliśmy dęba. Nikt nie zdążył złapać liny. Jak ulęgałki wpadliśmy w wodną kipiel. Spadając wpadłem na Grzegorza - dotąd leczy swoje kolano. Rzeka miotała nami we wszystkie strony nie pozwalając zorientować się gdzie jest dno, gdzie powierzchnia. Podwodna podróż trwała i trwała... Przed oczami jęły przesuwać się fragmenty życia... Silny podwodny prąd wyrzucił mnie na powierzchnię, wir znów wciągnął pod wodę. Znów brak tlenu. Resztkami sił kilka razy pociągnąłem ramionami. Udało się! Wypłynąłem na powierzchnię. Skierowałem się do najbliższej łodzi. Przyjazne, mocne ręce, schwyciły i wciągnęły mnie do pontonu. W ręku wciąż kurczowo ściskałem wiosło....  Uśmiechnięta twarze i uspokajające gesty mówiły, że z resztą załogi wszystko jest w porządku. Nie do końca, jak się okazało. Grzegorz wyszedł z opresji ze stłuczonym kolanem, Jacka piekielny nurt rzucił o dno. Szósty próg przeszliśmy cało w przeciążonym /10 osób/ pontonie choć targało nim  wprzód i w tył. Trzymani w objęciach przez stoją falę czuliśmy się jak we wnętrzu wielkiej pralki. Z wielkim wysiłkiem udało się wyprowadzić łódź poza strefę olbrzymiej cofki.

     Trudno opisywać wszystkie progi w kanionie Zambezi. Ich nazwy mówią same za siebie: Zgrzytanie szczęki śmierci czy Trzy brzydkie siostry. Dopiero gdy zobaczyliśmy Matkę  zaparło nam dech w piersiach. Dalej była jeszcze Pralka i Terminator. Pokonanie progów w skali 5 i 6 /w 6-cio stopniowej skali trudności/ wymagało niezwykłej koncentracji siły i umiejętności do walki z żywiołem. Przejście więc każdego progu wyzwalało okrzyki spontanicznej radości i uderzeń uniesionymi wiosłami. Pod koniec dnia nie robiły już wrażenia opowieści sternikówprzed kolejnymi progami: "Nie przejmujcie się gdy nas odwróci do góry dnem na tym progu, bo na następnym odwróci nas z powrotem".

     Pomimo szczękania zębami z powodu przemoczenia w zimnej wodzie i zmęczenia całodzienną walką z żywiołem, w oczach wszystkich wodnych trekerów z całego świata przebłyskiwała radość i odcień dumy. Po przepłynięciu 21 katarakt trzeba było wejść na zbocze kanionu. Tu dopiero można było zrozumieć co miał na myśli autor przewodnika pisząc - "Jeśli nie wykończy was rafting, to możecie dostać zawału serca wydostając się z wąwozu Zambezi".

     Ukoronowaniem spływu był wieczorny pokaz filmu z nami w roli głównej oraz wręczenie certyfikatów potwierdzających, iż przepłynięcie Zambezi rzeczywiście się udało. Wrócimy tu za dwa lata, wieńcząc w Victoria Falls trek, którego początkiem będzie Nairobi.  Rafting na Zambezi - kilka informacji praktycznych.

    Samotne przepłynięcie trasy pontonem jest praktycznie niemożliwe. Należy zaufać jednej z wyspecjalizowanych firm z Victoria Falls. Najbardziej renomowane z nich to: Sharewater i Safari Par Excellence. Koszt całodniowego spływu wynosi 75 USD /ceny co roku zmieniają się/ i obejmuje również lunch. Pomimo znacznego stopnia trudności jest bezpieczny - nawet dla początkujących i całkowicie niedoświadczonych. To ze względu na rzekę - która jest szeroka i głęboka i sprzęt - najwyższej światowej klasy. Nad bezpieczeństwem czuwają znakomicie wyszkoleni sternicy i całe mnóstwo kajakarzy, którzy z niewiarygodną wprost zwinnością wyławiają rozbitków. Kunszt szczególnie tych drugich budzi niesamowity podziw.

     Rafting szczególnie ekscytujący jest afrykańską zimą /czyli naszym latem/, gdy poziom wody jest niski.
<< Start < Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna > Ostatnia >>

Wyniki 1 - 1 z 5
newsletter

Subskrypcja newslettera
Wpisz swój e-mail




ciekawe relacje
z naszej fotogalerii
« wszystkie galerie
współpracujemy














Aktualnie jest 20 gości online